Uch, strasznie ciężko mi było zmobilizować się do napisania tego posta. Odkładałam, odkładałam, ale w końcu stwierdziłam, że tak dalej być nie może! I oto jestem ;)
Całkiem nowe rzeczy pojawią się już niedługo, ale ostatnio wzięło mnie na wspominki. Także dzisiaj będzie niemała dawka zdjęć z moimi starociami :)
1) duuużo bransoletek :)
2) coś na szyję
3) kolczyki
4) a na koniec karteczka - nic specjalnego, ale lubię jej pozytywny nastrój :)
I bardzo dziękuję za takie miłe opinie pod poprzednim postem! :) Może kiedyś umieszczę tu jakiś przepis? Zobaczymy... :)
This time I'm showing some old stuff. Some bracelets, two necklaces, earrings and an Easter card :) Thank you for visiting my blog!
Nie, nie będę pisać o pogodzie, bo to absolutnie nie ma sensu.
Cóż z tego, że z okna widzę całe hałdy śniegu? Ważne, że świeci słońce. Cóż z tego, że jest zimno? Ważne, że wieczory są dłuższe. I tego się trzymajmy :)
Święta Wielkanocne minęły szybko. Bardzo szybko. Ale były też cudowne! Cała moja rodzina (trochę jej jest, w dodatku dość rozproszonej) zjechała się do nas. Było gwarno, wesoło, radośnie. I nawet kolejki do łazienki nie przeszkadzały ;)
Jak zwykle przygotowałyśmy z mamą małe co nieco. Tym razem "małe co nieco" wyszło mam troszkę większe niż planowałyśmy...
Plan przewidywał, że zrobimy dwie babki ucierane - jedną większą, drugą malutką do poświęcenia. Jednak pół kilo mąki w przepisie wydawało nam się odrobinę podejrzane. Zrobiłyśmy więc ciasto z półtora porcji. I cóż... Wyszły nam trzy baby :) W dodatku wcale nie małe! Podłużna zniknęła jeszcze w sobotę (wtedy, gdy moja rodzina się zjechała), ostatnie kawałki okrągłej zostały pochłonięte wczoraj po południu.
Baby były dwukolorowe i nadziewane bakaliami - pychota!
Przepis na babkę napisałam tutaj.
Ale że moja rodzina jest ciastożerna, same babki to za mało. Powstał więc jeszcze sernik na zimno. Nadziewany - a jakże! - bakaliami oraz malinami i wiśniami. Cudowności! :)
Przepis na sernik napisałam tutaj.
Mm... Ciasta mogłabym piec codziennie! Żeby jeszcze można je jeść tak bez konsekwencji... ;)
I na dokładkę ostatnie akordy Wielkanocy:
Jak Wasza Wielkanoc? Też pieczecie ciasta? :)
A na dobry początek kwietnia - piosenka:
I pamiętajcie: słońce wyjrzało zza chmur, a w dodatku możemy się cieszyć dłuższymi dniami - nie ma na co narzekać! :D
Co prawda aura nam ich nie zapowiada (choć dziś nawet już świeciło słońce), ale można je poczuć dosłownie wszędzie: na wystawach sklepów, w telewizji, w radiu, na ulicy... Ostatnio widziałam w centrum chodzącą olbrzymią pisankę i zajączka ;)
Oprócz tego mnóstwo Wielkanocy jest też na blogach - aż nie mogę się oderwać od ich przeglądania! Nie wiem, jak to niektórzy robią, że wpadają na takie genialne pomysły :)
Parę dni temu dało mi się znaleźć troszkę czasu, więc usiadłam i też zaczęłam myśleć nad jakimiś dekoracjami. Po kilku próbach stworzyłam jajeczka:
Są dwuwymiarowe, minimalistyczne (ostatnio jakoś wolę ten styl) i przeurocze :) Ale okazało się, że zupełnie nie pasują do mojego pokoju! Więc wylądowały w salonie, gdzie teraz zdobią sezonowy stroik mojej mamy. Dlaczego sezonowy? Bo na każdą okazję wygląda inaczej :) W tej chwili są to bazie i zielone gałązki, a jeszcze niedawno wisiały tam bombki. Za jakieś dwa tygodnie pewnie pojawią się na nim kwiatki ;)
Tradycyjnie na Święta, zrobiłam też kilka kartek dla znajomych. W tej chwili pokazuję tylko jedną, bo już dotarła do właścicielki* (wysłana najwcześniej, żeby znaleźć się w Wielkiej Brytanii jeszcze przed Wielkanocą). Reszta zostanie pokazana, gdy poczta spełni swoją powinność... ;)
Chyba trochę za wcześnie cieszyłam się ze słońca. Dzisiaj co prawda udało mu się przebić przez chmury i pogodę mamy śliczną, ale tylko zza okna. Wieje i jest strasznie zimno! No i wszędzie leży śnieg.
Nastrajając się wiosennie, kupiłam nawet kaloszki! Zbierałam się na to chyba trzy sezony (jeżeli nie więcej), ale gdy ostatnio wysiadając z autobusu, prawie utonęłam w roztapiającym się śniegu, stwierdziłam, że dłużej już tak być nie może. Jeszcze tego samego dnia wybrałam się do sklepu. Kaloszki są przecudownie urocze, w wielkie kwiaty, idealne na wiosnę. A tu co? Wiosna zrobiła nam psikusa.
Ostatnio nie mam za wiele czasu, więc moje dekoracje wiosenno-wielkanocne są na razie dość ubogie. Zdołałam na szybko zmajstrować 3 kokardki i bukiecik.
Pierwsza z kokardek trafiła na moje wiaderko na długopisy i inne podręczne rzeczy. Żeby było jeszcze wiosennej, włożyłam do niego wszelkie pisadła w kolorach żółtych i zielonym. Teraz pięknie zdobi mój parapet :)
Bukiecik powstał z trzech papierowych kwiatków, listków z krepiny i "słomianej" kokardki :)
Razem z kokardkami zdobi moja tablicę korkową:
Oprócz tego zmieniłam szpilki z niebieskimi i białymi główkami na te z główkami zielonymi i żółtymi (na tyle, na ile mi ich starczyło) ;)
Chciałabym jeszcze przed Świętami stworzyć coś bardziej wielkanocnego. Mam nadzieję, że dam radę i uda mi się znaleźć na to czas :)