Halooo :) Witajcie w ten cudowny dzień, pełen miłości, a dzięki pogodzie - również pełen słońca! :)
Mam nadzieję, że nie ważne, jaki jest Wasz stan cywilny (;)) spędzicie dzień wspaniale :)
Dzisiaj przedstawiam naprawdę szybki i całkiem oryginalny sposób na zapakowanie prezentu - niekoniecznie walentynkowego :)
Jeśli podarunek nie jest duży wystarczy: kartka papieru w formacie A4, drukarka, taśma i ewentualnie wstążka. A jeżeli prezent jest nieco większych gabarytów, dobrze jest skontaktować się z jakąś pobliską drukarnią, żeby wydrukować wykreślankę na kartce A3 albo nawet A2 ;)
W programie do edycji tekstu tworzymy tabelę, którą rozciągamy na całą wielkość kartki. W przypadku kartki A4 doradzam 21 kolumn i 30 wierszy - wtedy każda krateczka będzie miała około 1 cm. W dowolnych miejscach wpisujemy nasze hasła, a całą resztę uzupełniamy przypadkowymi literami. Potem w opcjach tabeli zmieniamy jej kolor na biały i zostają nam same litery :) Drukujemy, pakujemy prezent, owijamy wstążką - i już! :)
Pamiętajmy tylko o czymś do pisania, żeby druga połówka miała czym zakreślać odnalezione słowa ;)
Miłego dnia! ♥
This cute way of wrapping gifts is perfect for Valentine's Day! :)
sobota, 14 lutego 2015
środa, 11 lutego 2015
Z szyi na nadgarstek
Jak wielu, lubię starym przedmiotom dawać nowe życie i potem cieszyć się, że tak niewiele potrzeba, by stworzyć coś oryginalnego :)
Tak było ze starym naszyjnikiem znalezionym w szufladzie mojej Mamy. Dawno temu się zepsuł i jakoś nie po drodze było go naprawiać... Aż w końcu trafił w moje ręce :) Ponieważ nie jestem ogromną fanką błyskotek na szyi, zrobiłam z niego bransoletkę.
Naprawiłam, co było trzeba, dołożyłam łańcuszek, zapięcie... i gotowe! :) Nawijana kilka razy na nadgarstek bransoletka, która na dobrą sprawę może posłużyć też jako naszyjnik ;)
Co Wy na to? Lepiej na szyi czy ręce? ;)
PS. Dowiedziałam się, jak fachowo nazywają się goferki / naleśniki / prażynki* (*niepotrzebne skreślić) z poprzedniego postu! To rozetki skandynawskie :)
I've made this cute bracelet from my mum's old necklace :)
Tak było ze starym naszyjnikiem znalezionym w szufladzie mojej Mamy. Dawno temu się zepsuł i jakoś nie po drodze było go naprawiać... Aż w końcu trafił w moje ręce :) Ponieważ nie jestem ogromną fanką błyskotek na szyi, zrobiłam z niego bransoletkę.
Naprawiłam, co było trzeba, dołożyłam łańcuszek, zapięcie... i gotowe! :) Nawijana kilka razy na nadgarstek bransoletka, która na dobrą sprawę może posłużyć też jako naszyjnik ;)
Co Wy na to? Lepiej na szyi czy ręce? ;)
PS. Dowiedziałam się, jak fachowo nazywają się goferki / naleśniki / prażynki* (*niepotrzebne skreślić) z poprzedniego postu! To rozetki skandynawskie :)
I've made this cute bracelet from my mum's old necklace :)
poniedziałek, 9 lutego 2015
Smaki dzieciństwa
Uf, wreszcie po sesji! Wyniki z dzisiejszego egzaminu dopiero w czwartek, ale mam nadzieję, że jakoś go zdałam :)
Teraz mam ochotę jedynie na błogie lenistwo, trochę filmów, książek, spotkań z przyjaciółmi... I niestety wypluwanie płuc, bo od paru dni choruję i czuję się naprawdę kiepsko :(
Na poprawę humoru oraz na ukoronowanie sesji - powrót do smaków dzieciństwa!
Każdy z nas pamięta chwile, kiedy jako pięcio-, sześciolatkowie biegaliśmy po kuchni, gdy mama przygotowywała swój specjał, na który już nie mogliśmy się doczekać... Jedne z najlepszych wspomnień! :)
Moje dotyczą "foremek na drucie" - jak je nazywam z racji braku fachowej nazwy na nie (a może Wy taką macie? podzielcie się koniecznie!). Przypominają foremki do wykrawanie ciastek, ale brzegi połączone są także na przełaj - przez środek, tworząc fantazyjne wzory. To wszystko przymocowane jest do metalowego drutu.
I o nich właśnie przypomniałam sobie całkiem niedawno. Od razu przeszłam do czynów i odnalazłam foremki na dnie szuflady. Chwilę później już tworzyły się pierwsze arcydzieła...
Aby stworzyć mamine cuda należy przygotować ciasto naleśnikowe, nieco gęstsze niż zwykle. Ja korzystam z ostatnio mojego ulubionego przepisu na naleśniki, którym dzieliłam się już tutaj.
W garnuszku rozgrzewamy sporą ilość oleju, a gdy jest gorący, na chwilę zamaczamy w nim czystą foremkę (żeby ciasto lepiej potem od niej odchodziło). Następnie foremka ląduje w cieście - nie wolno jej jednak zanurzyć całej. A potem z powrotem do oleju i czekamy aż ciasto przybierze złoty kolor :)
W ten sposób powstają naleśniki przypominające goferki :) Można jeść same, z cukrem pudrem, powidłami, serkiem homogenizowanym, owocami... Ilość możliwości jest praktycznie nieskończona, a każda rewelacyjna!
Macie jakieś swoje kulinarne wspomnienia z dzieciństwa? A może trzymacie w szufladach jakieś zapomniane niezwykłe kuchenne narzędzia? ;)
Teraz mam ochotę jedynie na błogie lenistwo, trochę filmów, książek, spotkań z przyjaciółmi... I niestety wypluwanie płuc, bo od paru dni choruję i czuję się naprawdę kiepsko :(
Na poprawę humoru oraz na ukoronowanie sesji - powrót do smaków dzieciństwa!
Każdy z nas pamięta chwile, kiedy jako pięcio-, sześciolatkowie biegaliśmy po kuchni, gdy mama przygotowywała swój specjał, na który już nie mogliśmy się doczekać... Jedne z najlepszych wspomnień! :)
Moje dotyczą "foremek na drucie" - jak je nazywam z racji braku fachowej nazwy na nie (a może Wy taką macie? podzielcie się koniecznie!). Przypominają foremki do wykrawanie ciastek, ale brzegi połączone są także na przełaj - przez środek, tworząc fantazyjne wzory. To wszystko przymocowane jest do metalowego drutu.
I o nich właśnie przypomniałam sobie całkiem niedawno. Od razu przeszłam do czynów i odnalazłam foremki na dnie szuflady. Chwilę później już tworzyły się pierwsze arcydzieła...
Aby stworzyć mamine cuda należy przygotować ciasto naleśnikowe, nieco gęstsze niż zwykle. Ja korzystam z ostatnio mojego ulubionego przepisu na naleśniki, którym dzieliłam się już tutaj.
W garnuszku rozgrzewamy sporą ilość oleju, a gdy jest gorący, na chwilę zamaczamy w nim czystą foremkę (żeby ciasto lepiej potem od niej odchodziło). Następnie foremka ląduje w cieście - nie wolno jej jednak zanurzyć całej. A potem z powrotem do oleju i czekamy aż ciasto przybierze złoty kolor :)
W ten sposób powstają naleśniki przypominające goferki :) Można jeść same, z cukrem pudrem, powidłami, serkiem homogenizowanym, owocami... Ilość możliwości jest praktycznie nieskończona, a każda rewelacyjna!
Macie jakieś swoje kulinarne wspomnienia z dzieciństwa? A może trzymacie w szufladach jakieś zapomniane niezwykłe kuchenne narzędzia? ;)
This cute scandinavian rosettes were one of my favourite dishes which I loved when I was a child.
Do you have any kitchen memories from your childhood? :)
sobota, 31 stycznia 2015
Serducho
Wyrwałam się na chwilę z natłoku notatek na temat dramaturgii Mrożka i koniugacji prasłowiańskich, by odkryć, że to już ostatni dzień stycznia! A to oznacza, że 5 dni temu mój blog obchodził swoje drugie urodziny! DRUGIE! Ależ ten czas leci :)
Z racji sesji nie przygotowałam na tę okazję niczego specjalnego (mam nadzieję to kiedyś nadrobić), ale bardzo - naprawdę bardzo! - chciałam podziękować Wam za to, że tu zerkacie, że czasem coś napiszecie, że przyjmujecie mnie ciepło, a ja dzięki temu wiem, że warto :) Dzięki ogromne! :)
Do Walentynek jeszcze całe 14 dni, ale moje serducho wdzięczne Wam jest nie tylko od święta, więc dziś nieco romantycznie ;)
Wisiorek, który zażyczyła sobie moja siostrzenica - więc róż musi być!
Little pendant made for my niece - of course with something pink!
Z racji sesji nie przygotowałam na tę okazję niczego specjalnego (mam nadzieję to kiedyś nadrobić), ale bardzo - naprawdę bardzo! - chciałam podziękować Wam za to, że tu zerkacie, że czasem coś napiszecie, że przyjmujecie mnie ciepło, a ja dzięki temu wiem, że warto :) Dzięki ogromne! :)
Do Walentynek jeszcze całe 14 dni, ale moje serducho wdzięczne Wam jest nie tylko od święta, więc dziś nieco romantycznie ;)
Wisiorek, który zażyczyła sobie moja siostrzenica - więc róż musi być!
Little pendant made for my niece - of course with something pink!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










